Zabiegana za robotą oświadczam mega progress w tym bieganiu.
Wczoraj (09.06) postanowiłam się sprawdzić czy te treningi interwałowe coś dają... dają.
W 2 tygodnie (3x w tyg) udało się wrócić do tempa sprzed roku mniej więcej. Oczywiście jest jeszcze ono dla mnie dość męczące ale dałam radę 6km takim tempem (10km/h), więc jeszcze ze 2 tyg takich interwałów i będzie to dla mnie normalne tempo hehe oby, bo coś czuję że wcale nei będzie to takie łatwe.
Dziś (10.06) Nocny rower! Przejażdżka rowerowa na 11,5km wieczorem, tempo średnie ok 15km/h tempo max 28km/h :)
Ostatnio niby dieta dieta ale nagle PUFF kebab, PUFF pizza i jeszcze PUFF pizza2 (przyznaję się, tak wiem wstyd i hańba te paskudne fastfoody po nocach i za dnia), od razu czuć balast na brzuchu i nogi nagle takie ciężkie. Ale kaweczka i energia do treningu powraca w mgnieniu oka!
Za to dziś białkowa kolacyjka (pełnoziarnisty omlet z groszkiem, kukurydzą i dobrej jakości paróweczką). Może nie nazbyt piękny, ale smaczniutki i mocno białkowy. Jak to rzekła siostra, póki nie wstydzisz się co jesz to jest okej ;) A mi wstyd tylko tych śmieci co w weekend zjadłam :P

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz